Raport o stanie zdrowia i świadomości zdrowotnej Polaków
Jeszcze 10 lat temu prof. Witold Zatoński z Centrum Onkologii mówił o "cudzie zdrowotnym nad Wisłą", który miał być związany z upadkiem komunizmu i powszechnym dostępem do nowych technologii medycznych oraz nowych idei zdrowszego stylu życia. Jednak okazało się, że świadomość Polaków zmienia się bardzo powoli. Jeśli nie przyspieszymy tego procesu, czeka nas coraz większa groźba śmierci na własne życzenie.
Polak grubasek
Typowy dla Polaków brak ruchu i otyłość mogą doprowadzić w ciągu dziesięciu lat do 740 tysięcy zawałów serca i pół miliona udarów mózgu rocznie – oto wyniki badań naukowców z Gdańskiej Akademii Medycznej. Zawsze nam się wydawało, że Amerykanie i mieszkańcy Europy Zachodniej owszem są otyli, ale nas to nie dotyczy. Jednak statystyki pokazują nowe niebezpieczne trendy - ponad połowa z nas waży za dużo. Tymczasem wyliczono, że w 2230 roku prawie wszyscy Polacy będą mieli nadwagę. Jest się więc czego obawiać. Ludzie otyli, a dodatkowo z nadciśnieniem i cukrzycą, są w grupie najwyższego ryzyka chorób serca. Jak zbadano, nadciśnienie również ma się w Polsce dobrze – 8 milionów chorych. Trochę rzadziej cierpimy na cukrzycę, bo choruje „tylko” 6 proc. społeczeństwa, czyli 2 miliony ludzi. A Światowa Organizacja Zdrowia wciąż alarmuje - w 2015 roku liczba chorych na cukrzycę wzrośnie na świecie ze 180 do 250 milionów. Coraz częściej mówi się też o cukrzycy typu B (cukrzyca wieku starszego), która dotyka dzieci. Jeszcze 10 lat temu w ogóle nie wykrywano takich przypadków u najmłodszych! Zdaniem biologa Pierra Maechlera z Uniwersytetu w Genewie jest to efekt złych nawyków żywieniowych i braku ruchu. A pamiętajmy, że cukrzyca nie tylko utrudnia, ale też skraca życie – nie leczona nawet o 10 lat. Co wynika z tych danych? Bardzo wysoka i stale rosnąca umieralność z powodu chorób serca.
Lider śmierci
Choroby serca zajmują niechlubne pierwsze miejsce wśród przyczyn zgonów w Polce – powyżej 50 proc. Najczęściej dopada nas choroba wieńcowa (choroba niedokrwienna serca, gdzie cholesterol i zakrzepy utrudniają i blokują przepływ krwi) – 40 tysięcy zgonów rocznie i zawał – 100 tysięcy zgonów rocznie. Nie odbiegamy tu od statystyk światowych, ale czy jest to powód do dumy? Jak wielu z nas miało w rodzinie atak serca kogoś bliskiego – był z nami, cieszył się życiem, a nagle, w jednej chwili straszny ból i śmierć lub kalectwo do końca życia. Bo choroba wieńcowa to podstępny wróg, który często nie daje objawów, a pierwszym zwiastunem jest właśnie zawał. A może wystarczyło tylko naturalnie obniżyć poziom cholesterolu i problem zawału nigdy by się nie pojawił? Także niewydolność serca pnie się coraz wyżej w naszych ponurych statystykach. Szczególnie chorują na nią i umierają ludzie po 50-tym roku życia. Skąd się bierze taki wzrost? Może to zabrzmi dziwnie, ale z postępu medycyny. Do wzrostu zachorowań paradoksalnie przyczynia się większa skuteczność zabiegów kardiochirurgicznych - mówi prof. Kazimierz Suwalski, szef Kliniki Kardiochirurgii Akademii Medycznej w Warszawie. Po wyleczonym zawale pozostaje uszkodzenie mięśnia sercowego, prowadzące do niewydolności. Według prof. Adama Torbickiego, prezesa elekta Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, na niewydolność częściej chorują ludzie cierpiący na podwyższone ciśnienie tętnicze, które, nie leczone, obciąża serce.
Idzie rak...
Zdecydowanie za często umieramy na nowotwory – 20 proc. ogółu zgonów rocznie. Podczas gdy każdego roku odnotowuje się 125 tysięcy nowych zachorowań, tylko 30 proc. udaje się wyleczyć. Reszta cierpiących odchodzi. Ale czy często nie jest to nasza własna wina? Opornie dociera do nas świadomość wielkiego zagrożenia, kobiety rzadko badają piersi lub kontrolują stan szyjki macicy. A przecież w Polsce nowotwory złośliwe są pierwszą przyczyną zgonów płci żeńskiej w wieku poniżej 65 lat i głównie dzieje się tak z powodu raka piersi. I może to was zaskoczy, ale nie zachęcamy do częstej mammografii, czy prześwietleń, gdyż tkanka piersi jest bardzo czuła na promieniowanie. Wystarczy przytoczyć wyniki badań Johna Gofmana – doktora chemii nuklearnej i fizycznej oraz lekarza ze Stanów Zjednoczonych. Potwierdza on to, co wydaje się być logiczne, że rentgen, tomografia komputerowa, mammografia i fluoroskopia przyczyniają się aż do 75 proc. nowych przypadków raka! Dlatego lepiej zawczasu żyć zdrowo oraz stosować naturalne preparaty wspomagające nasz układ obronny, niż później leczyć się i ryzykować życie.
Nie lubię myć zębów!
Czy to nie szokujące? Aż 96 proc. siedmiolatków i 96 proc. dorosłych cierpi w Polsce na próchnicę zębów. Daje nam to miejsce wśród 15 krajów, gdzie zachorowalność na tę dolegliwość jest największa. Przyczyna tkwi głównie w niemyciu zębów. Statystyczny Polak zużywa zaledwie 5 tubek pasty do zębów i 0,5 szczoteczki do zębów rocznie, podczas gdy mieszkaniec Unii Europejskiej trzy razy więcej szczoteczek i dwa razy więcej pasty, a swojego dentystę odwiedza przynajmniej dwa razy w roku. Problem nie jest błahy, bo brudne zęby to nie tylko próchnica i nieświeży oddech. Połykając bakterie, doprowadzamy do chorób układu krążenia, nowotworów i reumatyzmu.
Ach te plecy
5,5 miliona Polaków cierpi na reumatyzm – tak wynika z badania „Nasze dolegliwości” zleconego przez Instytut Reumatologii. Oznacza to, że na bóle stawów narzeka co ósma osoba, a liczbę tę można porównać do liczby mieszkańców Województwa Mazowieckiego. Jeszcze gorzej jest z bólem pleców. Cierpi prawie co drugi Polak. Specjaliści i lekarze spotykają się i debatują, jak leczyć chory kręgosłup. Co jakiś czas słyszymy opinie, że „ z roku na rok obserwuje się coraz większą zapadalność na choroby kręgosłupa”, „problem ten nie jest już rzadkością wśród nastolatków”, „główna przyczyna tkwi w siedzącym trybie życia”, albo, że „ nie bez znaczenia jest stres, gdyż właśnie w kręgosłupie kumulują się napięcia”. A my, w domu, nadal łykamy tabletki przeciwbólowe, chodzimy zgarbieni, nie dbamy o dietę bogatą w minerały, nie chce nam się ćwiczyć, zapominamy o relaksie, a masaż kojarzymy, oczywiście, ale na ogół z czynnościami erotycznymi. I tego samego uczymy nasze dzieci. To nie rokuje dla nich dobrze na przyszłość.
Rozpędzona karuzela stresu
Młodzież coraz częściej sięga po napoje pseudo energetyczne. A lekarze ostrzegają. Jedna puszka takiego wywaru „wiedźmy”, jak to określił dr Hirt z Centrum Medycyny w Kalifornii, zawiera bardzo duże ilości kofeiny, składniki leków, które zagrażają sercu oraz znaczący nadmiar aminokwasów (tauryny). Wypić jedną puszkę to tak, jakby uraczyć się pięciuset szklankami czerwonego wina. „Wspomagacze” piją nie tylko ludzie młodzi. Od 1997 do 2003 aż o 3300 proc. wzrosło w naszym kraju ogólne spożycie środków poprawiających samopoczucie. Wśród nich czołowe miejsca zajmują: kawa, wspomniane już napoje energetyczne, sztuczne preparaty multiwitaminowe oraz leki (pobudzające, uspokajające, nasenne). Ponad 200 tysięcy osób, głównie kobiety po 40 roku życia, regularnie zażywa przepisywane przez lekarzy pigułki poprawiające nastrój i pomagające zasnąć. Traci na tym nasze biedne serce. Jednak ten pęd do pigułek energii i szczęścia ma swoją przyczynę. Odkryli ją już naukowcy z Zachodu, gdzie dużo wcześniej zaczęto odczuwać konsekwencje życia w nieustannym pośpiechu i stresie. Musisz być pierwszy, najlepszy, najsilniejszy, musisz coś osiągnąć. U nas to wszystko dopiero się zaczyna. Przewlekły stres jest nie tylko znaczącą przyczyną większości chorób cywilizacyjnych, jak: wrzody żołądka i dwunastnicy, problemy z krążeniem i choroby nowotworowe, ale też wyniszcza psychikę. Dlatego rośnie liczba depresji. Na świecie choruje na nią ponad 100 milionów ludzi, w tym szczególnie w krajach bogatych. W Polsce dotyka 10 proc. osób, ale u starszych powyżej 65 roku życia wskaźnik ten wzrasta do 15 proc., a u pensjonariuszy domów opieki społecznej i pacjentów szpitali ogólnych w podeszłym wieku jeszcze się podwaja. „Wyścig szczurów”, plan dnia napięty do granic możliwości, brak wypoczynku, a z drugiej strony poczucie osamotnienia i bezradności prowadzą do tego, że człowiek traci satysfakcję z pracy, popada w chroniczny smutek i odrętwienie, a niekiedy odwrotnie – wszystko go drażni i reaguje agresywnie. To są już pierwsze objawy depresji. Polacy chcą sobie z tym poradzić, ale niestety wybierają niewłaściwe formy „kuracji” w postaci sztucznych leków i używek. Warto więc skorzystać z doświadczeń innych. W Europie Zachodniej jakiś czas temu zaczęto promować ruch, relaksację i zdrowe odżywianie, jako najlepszy (i najtańszy) sposób walki ze stresem. Dziś są już tego efekty – wskaźniki zachorowalności spadły. Niestety w regionie Europy Środkowo-Wschodniej statystyki wciąż rosną.
Leki – ostrożnie?
Koncerny farmaceutyczne zabiegają w reklamach o nasze względy, ale bynajmniej nie dlatego, że nas bardzo lubią. Wierzą, ze w niedalekiej przyszłości pozwolimy im zarobić miliardy dolarów, kupując ich leki. Taka reklama w założeniu „pomaga” nam wybrać to, co „najlepsze”. Polacy przyjmują dużo leków, ale na razie jeszcze nie tyle, ile by mogli. Statystyczny mieszkaniec Europy czy Stanów Zjednoczonych jest na razie o wiele lepszym klientem. Chociaż dla przykładu znajdujemy się na piątym miejscu pod względem spożycia antybiotyków w Europie, przeciętny Polak wydaje rocznie na leki jedynie 55 dolarów. Dla porównania Brytyjczyk 150, a Francuz 250 dolarów. Wielu pacjentów nie ma pieniędzy na leki przepisane przez lekarza, jednak firmy farmaceutyczne widzą u nas duże perspektywy rozwoju. Twierdzą, że jest o co „walczyć”, szczególnie, że sytuacja ekonomiczna może się znacznie poprawić w ciągu następnych lat. Czy warto dać im zarobić? Rzeczywiste koszty wytworzenia leku są niewielkie. Kupując oryginalny preparat zagraniczny płacimy przede wszystkim za nowy patent i długotrwałe, często trwające ponad 20 lat, badania kliniczne. Ale to nie wszystko. Konsument musi jeszcze opłacić bardzo wysokie koszty ubezpieczenia leku (na wypadek wycofania go z rynku przez władze farmaceutyczne) oraz wynagrodzenie prawników, którzy bronią firmę przed nieuczciwą konkurencją. Nie ma na świecie koncernu farmaceutycznego, który nie miał by przynajmniej jednej sprawy sądowej o podrobienie jego preparatu. Dla przykładu amerykański koncern Johnson&Johnson zatrudnia 220 prawników, w tym 70 specjalistów od prawa patentowego. Warto więc wiedzieć, że istnieją tańsze leki generyczne (wytworzone według tej samej receptury, ale nie obciążone kosztami badań klinicznych, które wykonała już firma pionierska) i można poprosić lekarza, aby wypisał receptę na tańszy lek. Ale czy te leki leczą? Niestety nie zawsze. Wszędzie można usłyszeć opinie w stylu: „leczę się już 10 lat na serce”, „mam niewyleczone nerki i ciągłe nawroty dny moczanowej” itp. Chyba w leczeniu chodzi o to, aby wyleczyć? Jednak współczesna medycyna nie radzi sobie skutecznie z podstawowymi chorobami naszej cywilizacji i dlatego wielu z nas choruje przewlekle. I nie zapominajmy o negatywnych skutkach ubocznych stosowania leków. Cierpi żołądek, wątroba, jelita, nerki, stawy i inne organy. Przykładowo owrzodzenia żołądka i dwunastnicy oraz krwawienia i perforacje górnego odcinka przewodu pokarmowego co roku doprowadzają do zgonu 2,8 tysiąca osób. W ostatnich pięciu latach firmy farmaceutyczne wycofały z rynku europejskiego ponad 20 leków, które okazały się niebezpieczne dla chorych, właśnie z powodu szkodliwych efektów ubocznych.
Statystykom stop!
Czy można powstrzymać niekorzystne tendencje chorobowe? Czy jesteśmy skazani na codzienną garść pigułek? Szansa jest, ale wymaga od nas odrobiny wysiłku. Rozejrzyj się. Może w pobliżu jest siłownia, albo klub sportowy, może gdzieś ludzie spotykają się na zajęciach relaksacji, może masz w domu dawno nie używany rower stacjonarny i pojeździsz trochę podczas ulubionego programu w telewizji (podczas jazdy otwórz okno), albo po prostu przyszła wiosna, świeci słońce i wart pójść na długi, przyjemny spacer. Nie zaszkodzi też odwiedzić masażystę lub fizjoterapeutę który usunie ból pleców, zaleci ćwiczenia i na pewno powie ci, że masz się trzymać prosto i podnosić głowę – nie z uczucia wyższości, ale tylko i wyłącznie dla zdrowia. Warto też w łatwy sposób wzbogacić swoją dietę. Zamiast wszechobecnych ziemniaków, spróbuj gotować kasze jaglaną (ma dużo krzemionki), gryczaną (dobra dla cukrzyków), ciemny ryż, zamiast groszku z puszki dodaj do sałatki jarzynowej gotowaną fasolkę lub cieciorkę. Jedz więcej warzyw i owoców, ale tych polskich – zamiast mandarynek i pomarańczy wybieraj jabłka. Zastąp tłuszcze zwierzęce oliwą z pierwszego tłoczenia lub olejem tłoczonym na zimno. Jest trochę droższy? Nie martw się, spadnie twój cholesterol i później zaoszczędzisz na lekach. Możliwości jest wiele. A medycyna alternatywna to nie tylko zdrowy styl życia i naturalna dieta. Dzięki niej twoje zdrowie nie musi zależeć od tony leków. Poszukaj odpowiednich dla siebie, sprawdzonych i skutecznych preparatów naturalnych. Pomogą ci uzupełnić niedobory witamin i minerałów (prawie każdy z nas ma chroniczne braki), obniżyć ciśnienie, zredukować poziom cholesterolu, złagodzić objawy cukrzycy, uchronić się przed nowotworem, wyrzucić z głowy depresję, poprawić trawienie, schudnąć, odzyskać siły, poczuć się lepiej. Suplementy diety, bo tak się je często nazywa, nie wywołują skutków ubocznych i dlatego można je stosować przez dłuższy czas. To bardzo ważne, bo w obecnych czasach, gdy żywność jest uboższa w składniki odżywcze, a stres i zanieczyszczone środowisko osłabiają organizm, stosowanie suplementów jest niezbędne. W wielu przypadkach naturalne preparaty są naszą jedyną szansą na zdrowie. Co korzystne, często można je łączyć z kuracją konwencjonalną zapisaną przez lekarza, oczywiście po wcześniejszej konsultacji. I nie bój się. Spójrz jeszcze raz na statystyki - co trzeci Europejczyk chory na nowotwór stosuje środki zaliczane do medycyny alternatywnej. W Stanach Zjednoczonych rząd finansuje badania nad skutecznością alternatywnych metod leczenia, a firmy ubezpieczeniowe refundują ok. 30 proc. kosztów wizyty u specjalistów medycyny alternatywnej. Wszystko to po to, aby nasze życie było lepsze i nie kończyło się przedwcześnie. Czego wszystkim Polakom życzymy.
Joanna Sołtysik